Azzaro Pour Homme – Wielu Ojców Sukcesu

Azzaro Pour Homme

Jeśli perfumy potrafią przetrwać na rynku niemal cztery dekady i nie tylko nie odchodzą w zapomnienie, ale zyskują status kultowych, to znaczy tylko jedno: są naprawdę wyjątkowe. W dzisiejszym, szybko zmieniającym się świecie perfum, takie właśnie kompozycje zasługują na miano nowoczesnych klasyków lub żywych arcydzieł. To prawdziwe perły, które warto dostrzec, często mamy je bowiem na wyciągnięcie ręki. Ich dodatkową, niezwykle praktyczną zaletą jest to, że dzięki długiej obecności na rynku, często można je znaleźć na stronach z przecenami za naprawdę niewielkie pieniądze.

I właśnie tak jest w przypadku Azzaro Pour Homme – legendarnego zapachu, który za każdym razem, gdy go spotykam w dyskoncie, uważam za jeden z najwspanialszych i najbardziej niedocenianych aromatycznych fougère w historii. A tym razem to on jest głównym bohaterem.

Krótka lekcja historii: narodziny legendy

Zapach o charakterze aromatyczno-paprociowym (fougère) został wydany w 1978 roku przez dom mody Azzaro, założony przez projektora Lorisa Azzaro. Jego misją od początku było stworzenie mocnej, męskiej i eleganckiej kompozycji, która mogłaby stanowić bezpośrednią konkurencję dla ówczesnego giganta – Paco Rabanne Pour Homme.

Ustalenie ojcostwa tej kompozycji to prawdziwe detektywistyczne wyzwanie. „Sukces ma wielu ojców, porażka jest sierotą” – to przysłowie idealnie pasuje do Azzaro Pour Homme. W różnych źródłach, w tym w prestiżowym przewodniku „Zapachy Świata”, jako autor wymieniany jest Gerard Anthony. Jednak wiele innych miejsc podaje, że nad kompozycją pracowali również Richard Wirtz i Martin Heiddenreich. Krążą nawet głosy o udziale co najmniej trzech innych perfumiarzy. Prawdopodobnie był to zbiorowy wysiłek, „proces tortur”, jak to ująłeś, który zaowocował czymś absolutnie wyjątkowym. I to właśnie ta „gęstość” i złożoność nut sprawia, że Azzaro Pour Homme jest tak niezapomniane.

Podróż przez warstwy zapachu: co kryje w sobie ten klasyk?

Otwarcie to prawdziwy fajerwerk świeżości. Eksploduje soczystą mieszanką cytrusów (bergamotka, cytryna), chłodzącej, nieco szykowanej lawendy i wyrazistego, lukrecjowego anyżu. To anyż jest tu sekretnym składnikiem – nadaje charakteru i od razu odróżnia Azzaro od innych zapachów z tej epoki.

Gdy pierwsza fala opada, docieramy do serca kompozycji, które jest jak kalejdoskop ziół. Można je porównać do obracania tuby kalejdoskopu – kolory (zapachy) są te same, ale ciągle tworzą nowe, fascynujące wzory. Wyłowić można intensywną, zieloną szałwię, pikantny kardamon, świeży rozmaryn i bazylię. W tle cały czas unosi się anyż, a wszystko spaja bardzo zielona, nieco ziemista nuta pelargonii. To arcydzieło kompozycyjne, które ewoluuje na skórze przez wiele godzin, nigdy nie stając się nudne.

Finał to podróż w czasie – bardzo typowe dla lat 70. piżmowo-bursztynowe wykończenie. Ciepłe, zwierzęce piżmo, żywica i drewno tworzą niezwykle męską i stabilną bazę. Dziś takie akordy są rzadsze, więc dla nowicjuszy w świecie perfum mogą brzmieć oryginalnie i głęboko. Dla tych, którzy pamiętają tę erę, ma to nutę nostalgii i klasycznego, „zniewieściałego” szyku, który charakteryzował wiele ikonicznych zapachów tamtej dekady.

Nawet jeśli finał nie do końca trafia w Twój gust, cała podróż przez earlier fazy jest tego warta. A siła tego zapachu jest legenda: żywotność to łatwo 12+ godzin, a emisja jest ponadprzeciętna – jeden poranny oprysk wystarczy na cały dzień.

Werdykt: Czy warto je mieć?

Jak wcześniej wspomniałem, Azzaro Pour Homme to absolutny must-have, który nie zrujnuje portfela. Dostępne jest we wszystkich formatach: od miniatury 5 ml, przez poręczne buteleczki 50 ml i 100 ml, po ogromne, niemal „dozownikowe” flakony 200 ml.

Czy za około 100-150 złotych można znaleźć lepsze perfumy? W kategorii aromatycznych fougère – jest to trudne do wyobrażenia. To nie tylko świetny zapach, to kawałek historii perfumiarstwa. Jeśli kochasz ten styl, lubisz klasykę z charakterem lub po prostu chcesz mieć w kolekcji prawdziwą, sprawdzoną legendę – Azzaro Pour Homme to pozycja absolutnie obowiązkowa.